Posts Tagged ‘liceum ogólnokształcące dla dorosłych’

SPOSÓB BYCIA

Wiele hałasów wynika wyłącznie z niekulturalnego sposobu bycia; należy do nich np. trzaskanie drzwiami, nawyk niemal równie „kulturalny” jak wycieranie nosa palcami lub spluwanie na podłogę. Trzepanie dywanów poza określonymi godzinami i miejscem, gdy sąsiedzi chcą się np. zdrzemnąć; dzikie okrzyki, głośne zachowanie się dzieci na podwórkach, na ulicy, na klatce schodowej i w mieszkaniu — nie są sprawą nie do opanowania. Trzeba jednak przyzwyczajać dzieci do cichego, kulturalnego zachowywania się od pierwszych lat życia. Najprościej wywią­zujemy się z tego obowiązku, dając im dobry przykład. Niestety, iluż dorosłych zbiega jak lawina ze schodów, pozwalając sobie nieraz na przenikliwe gwizdanie. Iluż dorosłych ma zwyczaj śpiewać przy otwartych oknach (sto lat, sto lat…), aż się szyby w całej kamienicy trzęsą. Z iluż mieszkań dobiegają odgłosy kłót­ni! Przykładów każdy potrafi przytoczyć wiele.

PROWOKATORZY

„Prowokatorzy”. Bywają wśród, dzieci cisi „prowokato­rzy”, podjudzający innych do wszelkich wybryków. Oczywiście, sami są zawsze niewinni: „To nie ja — to on!” Ci, którzy im ule­gają, są niewiele więcej warci. Zarówno tych, jak i tamtych ce­chuje tchórzostwo. Pierwszym trzeba powiedzieć, że nie jest ozna­ką odwagi namawianie innych do głupich kawałów, a potem zrzu­canie na nich całej odpowiedzialności. Podszczuwanego należy zapewnić, że tylko skończony osioł słu­cha tchórza lub skończony tchórz nie zdobywa się na odwagę wo­bec tchórzliwego osła. Jeśli kolega ów wydaje się taki dzielny, dlaczego sam nie robi tego, do czego ciebie zachęca? Kłamstwo jest jeszcze jednym dowodem tchórzostwa, gdyż wynika z obawy wzięcia na siebie odpowiedzialności za popełnione czyny. Ale ileż w tych sprawach jest winy rodziców! Dzieci po- czątkowó wierzą w każde słowo dorosłych. Później umieją już odróżnić nawet drobną nieścisłość od prawdy czy żartu. Nic tak nie przywiązuje dziecka do rodziców jak świadomość, że oni nigdy go nie zawiedli, nie oszukali. Niejedna matka obiecuje kupno za­bawki licząc na tot że mała córeczka i tak zapomni, obietnicy więc nie trzeba będzie dotrzymać. Niech się taka pani nie dziwi, gdy panienka wyszedłszy z wieku dziecięcego bardziej wierzy kolegom czy koleżankom niż rodzonej matce.

KOCHAJ I DAJ SPOKÓJ UKOCHANEMU

Oto jedna z rad Dale Carnegiego z takim przykładem.„Mogę popełnić wiele szaleństw — mawiał Disraeli, sławny angielski mąż stanu — ale nigdy nie ożenię się z miłości.” I rze­czywiście, dopiero jako 35-letni mężczyzna poślubił bogatą wdowę, starszą od niego o 15 lat. Anna Maria wiedziała, że powodem konkurów Disraelego były jej pieniądze. Oznajmiła więc, że po upływie roku da mu odpowiedź, gdyż chce go bliżej poznać.Nie była ani młoda, ani piękna, ani wybitnie inteligentna. Nie miała również wykształcenia. Ubierała się dziwacznie, a dom urządziła bez smaku. Ale umiała być dobra, spokojna, wyro­zumiała. Disraeli uciekał do swej Anny Marii wyczerpany pracą w par­lamencie, intelektualnymi rozmowami, dwornym zabawianiem księżniczek. Odpoczywał podczas lekkich, pogodnych pogawędek. Rozkoszował się niezmiennym uwielbieniem żony. Opowiadał jej wszystko, co mu się zdarzyło w ciągu dnia. Była doradcą, po­wiernikiem, pilnym słuchaczem. Nigdy nie wątpiła w jego suk­cesy, nigdy nie odmawiała wąrtości jego wysiłkom i zawsze go chwaliła: „Dzięki dobroci męża życie moje było pasmem nieprzer­wanego szczęścia. Disraeli zaś bronił jej, ilekroć palnęła głupstwo w towarzystwie lub wykazała brak inteligencji. „Spędziliśmy ze sobą 30 lat — mawiał — i nigdy ani na chwilę mnie nie znudziła.”Czasem żartował: „Wiesz przecież, że tak czy owak ożeniłem się z tobą tylko dla pieniędzy.” A ona odpowiadała ze śmiechem: ,,Tak% ale gdybyś miał to znowu uczynić, ożeniłbyś się ze mną z miłości”. I tak było naprawdę.„Pierwszą rzeczą, jakiej należy się nauczyć w stosunkach z in­nymi — pisze James — to nie wtrącać się do ich sposobu życia, jeżeli tylko oni również nie usiłują gwałtownie nakłaniać nas do swoich zwyczajów”.Zasada ta jest szczególnie ważna w małżeństwie, gdzie dwie różne bądź co bądź indywidualności stykają się z sobą wciąż, co­dziennie, całymi latami.

JEDZ ŁADNIE

Mimo nienagannego stroju, a nawet harmonijnych i zręcznych ruchów, można się łatwo zdradzić brakiem dobrych manier przy wspólnym stole. Ładnego jedzenia trzeba się uczyć od dziecka. Wskutek głęboko wpojonych wtedy nawyków nie potrafimy wprost potem brzydko zachować się podczas posiłków. Ale nikomu z dorosłych nie wolno rezygnować z osiągnięcia tej umiejętności. Kulturalny, dobrze wychowany człowiek, zwłaszcza często obracający się w towarzy­stwie, musi poprawnie jeść. „Wspólny stół” jest równie ważny między bliskimi, jak i w kon­taktach z innymi ludźmi. Ileż miłych znajomości zawiera się przy nim. Jedzenie nie jest tylko funkcją biologiczną — zaspokojeniem głodu i łaknienia, ale i jedną z najistotniejszych czynności życia towarzyskiego i rodzinnego. Wspólny stół łączy rodzinę w znacznie większym stopniu niż to się niektórym wydaje. Bez posiłków spożywanych razem w ustalonych godzinach dom może się stać hotelem, skąd chętnie uciekamy na całe dnie. Dlatego właśnie do wspólnie jadanych posiłków trzeba przywią­zywać dużą wagę. Ładnie nakrywać stół, nawet najskromniejsze dania przyrządzać starannie (nie przesolone, nie przypalone itp.), starać się, by wyglądały estetycznie, a zwłaszcza dbać o miły na­strój i wesołą, pogodną atmosferę.

error: Content is protected !!